Strona główna Biznes

Tutaj jesteś

Mam lokal – co w nim otworzyć?

Biznes
Mam lokal – co w nim otworzyć?

Masz lokal i zastanawiasz się, co w nim otworzyć, żeby nie skończyć po roku z długami? Próbujesz wyczuć, jakiego miejsca szukają dziś goście w twoim mieście. Z tego tekstu dowiesz się, jak krok po kroku podejść do decyzji o koncepcji lokalu, menu i modelu biznesowego.

Od czego zacząć planując lokal gastronomiczny?

Decyzja, co otworzyć w posiadanym lokalu, nie zaczyna się od menu ani od wystroju. Zaczyna się od uczciwej analizy otoczenia i samego lokalu. Goście coraz rzadziej trafiają gdzieś przypadkiem. Szukają rekomendacji w Google Maps, na Facebooku, na lokalnych grupach i forach, patrzą na zdjęcia, opinie, powtarzające się nazwy miejsc. Twój lokal od pierwszego dnia będzie porównywany z tym, co już znają.

W wielu miastach działają grupy typu „Głodny Lublin” czy podobne, skupiające po kilkadziesiąt tysięcy osób. To bezpłatna kopalnia danych o tym, co ludzie chwalą, na co narzekają, jakie kuchnie lub formaty lokali wymieniają najczęściej. Warto tam przejrzeć dyskusje sprzed kilku miesięcy, nie tylko z ostatniego weekendu. Zobaczysz, które miejsca ciągle wracają w poleceniach, a które błysnęły tylko na chwilę.

Dobry punkt startu to spokojna inwentaryzacja: co już działa w twojej okolicy, jak wyglądają ceny, jakie są godziny otwarcia, czy ulica „żyje” raczej w dzień, czy dopiero wieczorem. To od tego zależy, czy w ogóle opłaci się stawiać na lunch, śniadania, bar wieczorny, czy może prosty koncept z dowozami.

Jak rozpoznać realny potencjał lokalizacji?

Pełna knajpa i zapchany parking przed restauracją wyglądają jak gwarancja sukcesu. Tyle że to tylko wierzchnia warstwa. Z zewnątrz nie widać, jaki jest czynsz, ile wynoszą opłaty za prąd, gaz, wodę, jaką stawkę mają pracownicy i ile lokal faktycznie zarabia na każdym daniu. Dla ciebie, jako właściciela, to sprawy kluczowe, bo mogą „zjeść” cały przychód, który z boku wygląda imponująco.

Warto policzyć możliwy obrót w oparciu o realne dane z otoczenia. Licz, ile osób przechodzi obok w różnych porach dnia, jak wygląda ruch w weekendy, czy w pobliżu działają biura, uczelnie, szkoły, czy jest to raczej spokojne osiedle. Zauważysz, że ta sama ulica w lipcu i w listopadzie to dwa inne światy, a sezonowość w gastronomii jest bardzo mocna. Pogoda, długie weekendy, lokalne imprezy miejskie – to wszystko wpływa na utarg.

Goście często przyzwyczajają się do kilku sprawdzonych miejsc. Lokal, który „od zawsze” widnieje w tle miejskiego krajobrazu, nagle się zamyka i wszyscy się dziwią. Gdy pytasz znajomych, kiedy ostatni raz tam byli, odpowiedź często brzmi: dwa albo trzy lata temu. To jedna z najważniejszych lekcji: fakt, że miejsce istnieje długo, nie oznacza, że dziś generuje stabilny ruch.

Jak dobrać koncept do miasta i dzielnicy?

Gastronomia w każdym mieście to trochę inny ekosystem. To, co świetnie działa w turystycznym centrum Lublina, może się kompletnie nie sprawdzić w sypialnianej dzielnicy średniego miasta. Dlatego zanim ogłosisz światu, że otwierasz burgerownię, pub, bistro czy restaurację z kuchnią świata, sprawdź, jaka jest lokalna konkurencja i jakich formatów brakuje.

Praktyczny sposób to mały research „w terenie”. Usiądź w kilku popularnych lokalach w okolicy i popatrz, kto przychodzi, o której godzinie, co zamawia, jak długo zostaje. Podsłuchasz też, o czym mówią goście – czy narzekają na brak miejsc na lunch, czy raczej na brak wieczornych spotkań z dobrym piwem lub winem. To od takich obserwacji zaczyna się dobry pomysł na lokal.

Jak wybrać rodzaj lokalu – restauracja, bistro czy pub?

Masz w głowie kilka wizji: przytulna kawiarnia, burgerownia, pub z wieloma kranami, elegancka restauracja, może bar koktajlowy. Każda z tych opcji wymaga innych nakładów, personelu, sprzętu, a co za tym idzie – innego modelu biznesowego. Wybór warto oprzeć na tym, jak sam lubisz pracować i jaki styl życia chcesz mieć, bo gastronomia mocno ustawia całe tygodnie.

Wielu właścicieli marzy o knajpie jako miejscu spotkań ze znajomymi i rodziną. W praktyce okazuje się, że to trudna, zmienna branża, w której czynnik ludzki, pogoda i nieprzewidywalne sytuacje – pandemie, remonty ulic, zmiany ruchu – decydują o wielu miesiącach działalności. Dobrze dopasowany format lokalu pomaga część ryzyk zminimalizować.

Pub z rzemieślniczym piwem

Pub, który opiera sprzedaż na piwie rzemieślniczym, to ciekawa opcja w miastach, gdzie widać już trend „ucieczki” od standardowych lagerów. Goście szukają nowych smaków, są gotowi dopłacić za piwo z małego browaru, za imperialne stouty leżakowane w beczkach, piwa z kawą, herbatą czy owocami. Do tego dochodzi rosnąca kategoria piw bezalkoholowych, które stały się czymś oczywistym, nie „obciachem dla kierowcy.

Dużą przewagą takiego konceptu jest możliwość budowania historii wokół trunków. Barman może opowiadać o piwie jak sommelier o winie, a lokal organizować degustacje, premiery nowych warek, wydarzenia festiwalowe. W wielu miastach na festiwalach typu Chmielaki browary stawiają osobne namioty z piwem 0 proc., co dobrze pokazuje kierunek rynku. Taki pub wymaga jednak mocnej pracy z personelem, bo tu obsługa jest przewodnikiem po świecie stylów piwnych.

Bistro, burgerownia, proste jedzenie

Lokal oparty na prostym, dobrze dopracowanym menu – burgerownia, małe bistro, niewielka karta z kilkoma daniami – bywa bezpieczniejszy niż duża restauracja z rozbudowanym wyborem. Krótka karta ułatwia kontrolę foodcostów, zmniejsza ilość resztek, pozwala lepiej zaplanować zamówienia i przechowywanie składników. Odpowiednie pakowanie próżniowe i sensowne planowanie produkcji ograniczają wyrzucanie jedzenia do minimum.

Taki koncept łatwiej dostosować do dowozów. W czasie pandemii to właśnie lokale z prostymi daniami, dobrze „jeżdżącymi” w pudełkach, miały większą szansę na przetrwanie. Pub czy restauracja żyjąca głównie z wieczornych gości, burgerów z frytkami i atmosfery na sali nie odrobi w dostawach obrotu z pełnego weekendu, ale mała burgerownia – już częściej tak.

Restauracja pełnoserwisowa

Restauracja z dużą kartą, obsługą kelnerską, dopracowanym wystrojem i szerszą ofertą alkoholi to wyższy poziom kosztów, ale też potencjalnie wyższy średni rachunek. To format bardziej wrażliwy na wahania ruchu, dni „totalnego oblężenia” podczas miejskich imprez i okresy słabszego obłożenia. Goście mają też wyższe oczekiwania co do obsługi, czasu oczekiwania i jakości dań.

Do takiego miejsca przychodzi się często raz na jakiś czas. Jeśli gość trafi akurat w szczycie ruchu, gdy czas oczekiwania się wydłuża, łatwo o frustrację i ostre recenzje w internecie. Warto więc z góry założyć bardzo dobrą komunikację z gośćmi, dbałość o szczegóły (np. stopień wysmażenia mięsa, znajomość podstawowych pojęć w kuchni) oraz dopasowanie menu do tego, co lokalna społeczność faktycznie rozumie i lubi.

Jak policzyć budżet i foodcost?

Mając określony wstępny koncept, trzeba przejść do liczb. W gastronomii opowieści o „pełnym lokalu” niewiele znaczą, jeśli nie kontrolujesz marży na talerzu, kosztów pracy i stałych opłat. To tu najczęściej rozjeżdża się rzeczywistość z planem, zwłaszcza gdy ktoś inwestuje na przykład 300 tys. zł i liczy na szybki zwrot.

Foodcost to stosunek kosztu surowca do ceny sprzedaży dania. Źle policzony, „zjada” zysk nawet w bardzo popularnym miejscu. Do tego dochodzą marnotrawstwo, złe planowanie zamówień, zbyt szeroka karta, która wymusza trzymanie wielu produktów o krótkim terminie. Z drugiej strony, zbyt agresywna oszczędność na składnikach zemści się na jakości dań i opiniach gości.

Jak ustalić ceny i kontrolować koszty?

Na etapie projektowania menu warto przygotować kilka wariantów cenowych tych samych dań i sprawdzić, jak zmiana ceny wpływa na foodcost. Dobrze jest mieć kategorie potraw, które finansują inne elementy oferty. Przykładowo: droższe dania główne mogą mieć niższą marżę, ale za to napoje, desery czy alkohole – wyższą. Gość patrzy na całość rachunku, nie na każdy składnik osobno.

Z kolei kontrola kosztów stałych to nie tylko czynsz. Dochodzą do nich media, systemy kasowe, licencje muzyczne, marketing, opłaty za dowozy, drobne wyposażenie, szkło – które w wielu lokalach trzeba zamawiać paletami, bo część gości wychodzi po prostu ze szklanką w ręku. Bez comiesięcznego przeglądu liczb można łatwo wpaść w iluzję, że lokal zarabia, podczas gdy większość zysku zjadają detale.

Element kosztu Na co zwrócić uwagę Gdzie szukać oszczędności
Foodcost cena zakupu, gramatura, straty skrócenie karty, lepsze planowanie dostaw
Praca liczba etatów, stawki, grafiki lepsze dopasowanie obsady do ruchu
Stałe opłaty czynsz, media, systemy, licencje negocjacje, optymalizacja zużycia energii

Jak zbudować zespół i obsługę, do której goście wracają?

Ludzie są jednym z największych wyzwań w gastronomii. Dobry barman, kelnerka czy kucharz potrafią przyciągać gości, ale też ich zniechęcać. Zatrudnienie odpowiednich osób to co najmniej połowa drogi do stabilnego biznesu. W codziennej praktyce oznacza to nie tylko umiejętności techniczne, ale przede wszystkim charakter i sposób bycia.

Bywa, że ktoś przychodzi do lokalu kompletnie zielony w temacie piwa, a po kilku miesiącach szkoli innych z piwnych stylów. Dlaczego akurat tę osobę wybrano? Bo miała „to coś” – urok osobisty, łatwość rozmowy, otwartość. Goście instynktownie wracają tam, gdzie czują się dobrze obsłużeni, gdzie barman potrafi być przewodnikiem, a nie tylko „wydawcą” napojów.

Jak wybierać barmanów i kelnerów?

Przy rekrutacji lepiej postawić na osobowość niż na same umiejętności. Techniki można nauczyć – nalewania piwa, znajomości kart, standardów obsługi – ale trudno „doprogramować” komuś życzliwość czy naturalną ciekawość rozmówcy. W dobrym pubie barman staje się trochę „twarzą” miejsca, a w kameralnej restauracji podobną rolę pełni obsługa sali.

Warto podczas rozmowy rekrutacyjnej włączyć elementy sytuacyjne: symulację rozmowy z gościem, prośbę o rekomendację piwa czy dania, sposób reagowania na nietypowe pytania. Zobaczysz wtedy, kto się spina, a kto potrafi żartem przełamać atmosferę. Osoba, która lubi ludzi i sama czuje się dobrze w tłumie, ma dużo większą szansę, by sprawdzić się na pierwszej linii.

Jakich błędów obsługi goście nie wybaczają?

Błędy w zamówieniach się zdarzają i zwykle da się je naprawić. Gorzej, gdy gość ma poczucie, że jest traktowany z góry lub „odhaczany” bez wysłuchania. Przykładem jest sytuacja, gdy kelner z góry zakłada, że większa kawa jest „lepszą opcją” i nie daje realnego wyboru, mimo że menu pokazuje dwie pozycje. To drobne rzeczy, ale mocno irytują, bo odbierają poczucie decydowania o własnym zamówieniu.

Z kolei w kuchni najwięcej konfliktów rodzi się z niezrozumienia podstawowych pojęć. Ktoś zamawia burgera „medium”, a później panikuje, że mięso w środku jest różowe. W innym lokalu gość w internecie opisuje „surowego kurczaka”, a na zdjęciu widać po prostu owoc liczi. Takie sytuacje łatwiej rozbroić na miejscu – rozmową, wyjaśnieniem, spokojnym pokazaniem produktu – niż później gasić pożar w mediach społecznościowych.

Goście wybaczają potknięcia, jeśli czują, że ktoś traktuje ich poważnie, słucha i próbuje naprawić sytuację tu i teraz.

Jak wyróżnić lokal w oczach wymagających gości?

Polscy goście potrafią być wybredni i coraz częściej mają konkretne oczekiwania. Dla wielu osób wyjście „do knajpy” to już nie jednorazowe święto w roku, ale naturalny sposób spędzania czasu. Tym bardziej rosną wymagania co do smaku, wyglądu dań, atmosfery, muzyki, wyboru alkoholi, opcji bezmięsnych czy bezalkoholowych. Z drugiej strony ten sam gość potrafi się oburzyć na dłuższy czas oczekiwania podczas wielkiej miejskiej imprezy.

Wyróżnienie się nie zawsze wymaga rewolucji w karcie. Często wystarczy spójny pomysł na kilka elementów: rodzaj kuchni, sposób podawania potraw, wybór trunków, a także obecność w social mediach. To, co piszą o tobie na lokalnych grupach, często będzie ważniejsze niż reklama outdoorowa. Wiele osób dziś nim wejdzie, sprawdzi, co „lokalni podpowiadacze” mówią o twoim miejscu.

Czy warto korzystać z telewizji i „rewolucji”?

Programy typu „Kuchenne Rewolucje” są przede wszystkim produktem telewizyjnym. Muszą wyglądać dobrze na ekranie, więc często akcentują dramat, konflikty, mocne reakcje prowadzącej. Z punktu widzenia lokalu to jednocześnie ogromna reklama, bo zasięg telewizji nadal jest bardzo duży. Miejsca po takiej metamorfozie nierzadko przeżywają boom na nowych gości.

Pytanie tylko, na jak długo. W wielu miastach widać przykłady lokali, które po programie przetrwały chwilę, po czym zniknęły – mimo rozpoznawalnej nazwy. Sama kampania nie utrzyma ich bez codziennej pracy nad jakością, obsługą i liczbami. Jeżeli myślisz o takim ruchu, traktuj go raczej jako mocny start niż gotową gwarancję powodzenia.

Jak mądrze podejść do oferty alkoholi?

Wielu właścicieli traktuje alkohole jako „dodatek” do kuchni. Tymczasem to właśnie tu często kryje się spora część marży. W standardowych umowach z dużymi koncernami piwnymi dostajesz kilka gatunków piw, w zamian za meble do ogródka, lodówki, zniżki czy gratisy. To wygodne, ale ogranicza możliwość budowania unikalnej oferty.

Mniejsze browary rzemieślnicze nie mają tak dużych budżetów, ale wnoszą różnorodność. Piwa są droższe, ale w odbiorze wielu gości wyraźnie lepsze. Od kilku lat widać, że klienci szukają nowych smaków, chętniej płacą więcej za coś nietypowego. Równolegle rośnie segment alkoholi „specjalnych” – długo leżakowane whisky, lżejsze likiery zamiast czystej wódki, kreatywne koktajle, także w wersji bezalkoholowej, jak popularne mojito 0 proc.

Jeśli chcesz świadomie zaplanować bar, możesz rozważyć zróżnicowanie oferty alkoholi w taki sposób:

  • prosta baza klasycznych trunków, które większość gości zna z innych miejsc,
  • kilka lokalnych lub rzemieślniczych piw i alkoholi, związanych z regionem albo konkretnymi browarami lub destylarniami,
  • rozbudowana półka napojów bezalkoholowych, w tym piw 0 proc. o różnych smakach,
  • 2–3 autorskie koktajle, do których goście będą chętnie wracać i polecać je znajomym.

Coraz częściej gość pyta nie „macie coś bezalkoholowego?”, ale „co macie bezalkoholowego?”. To zupełnie inny poziom oczekiwań wobec baru.

Do tego wszystkiego dochodzi kwestia specjalizacji. Możesz nie prowadzić kuchni koszernej, ale warto wiedzieć, kogo w okolicy polecić grupom z Izraela czy gościom o konkretnych wymaganiach. To drobny gest, ale buduje wizerunek osoby dobrze osadzonej w lokalnym rynku, a twój lokal staje się naturalnym punktem orientacyjnym.

Na końcu tej układanki zawsze stoi jedno pytanie: czy sam jako gość chciałbyś wrócić do własnego lokalu za miesiąc, dwa, rok. Jeśli uczciwie odpowiadasz „tak”, jesteś już bliżej decyzji, co w twoim miejscu naprawdę warto otworzyć.

FAQ – najczęściej zadawane pytania

Od czego należy zacząć planowanie nowego lokalu gastronomicznego?

Planowanie lokalu gastronomicznego należy zacząć od uczciwej analizy otoczenia i samego lokalu, a także od przeglądania rekomendacji i opinii w Google Maps, na Facebooku oraz na lokalnych grupach i forach.

Jakie są kluczowe aspekty do rozpoznania realnego potencjału lokalizacji?

Aby rozpoznać realny potencjał lokalizacji, należy policzyć możliwy obrót w oparciu o dane z otoczenia, takie jak liczba przechodzących osób w różnych porach dnia, ruch w weekendy, obecność biur, uczelni czy szkół. Ważne jest też, aby wziąć pod uwagę sezonowość, pogodę, długie weekendy i lokalne imprezy miejskie.

Dlaczego krótkie menu w bistro czy burgerowni może być korzystniejsze niż rozbudowana karta?

Krótkie menu ułatwia kontrolę foodcostów, zmniejsza ilość resztek, pozwala lepiej zaplanować zamówienia i przechowywanie składników. Taki koncept łatwiej też dostosować do dowozów.

Jakie elementy składają się na foodcost i jak go kontrolować?

Foodcost to stosunek kosztu surowca do ceny sprzedaży dania. Składa się na niego cena zakupu, gramatura oraz straty. Kontrolę foodcostu można usprawnić poprzez skrócenie karty i lepsze planowanie dostaw.

Na co zwrócić uwagę podczas rekrutacji barmanów i kelnerów?

Przy rekrutacji barmanów i kelnerów lepiej postawić na osobowość niż na same umiejętności techniczne. Ważne są cechy takie jak urok osobisty, łatwość rozmowy i otwartość, ponieważ techniki można nauczyć, ale trudno „doprogramować” życzliwość czy naturalną ciekawość rozmówcy.

Jakie są korzyści z otwarcia pubu z rzemieślniczym piwem?

Pub z rzemieślniczym piwem pozwala budować historię wokół trunków, oferować nowe smaki, organizować degustacje i premiery nowych warek, a także odpowiada na rosnące zainteresowanie piwami bezalkoholowymi. Goście są gotowi dopłacić za piwo z małego browaru.

Jak mądrze zaplanować ofertę alkoholi w lokalu?

Mądrze zaplanowana oferta alkoholi powinna zawierać prostą bazę klasycznych trunków, kilka lokalnych lub rzemieślniczych piw i alkoholi, rozbudowaną półkę napojów bezalkoholowych (w tym piw 0 proc. o różnych smakach) oraz 2-3 autorskie koktajle.

Redakcja kongresprawapracy.pl

Miejsce stworzone z myślą o tych, którzy chcą lepiej zarabiać, rozwijać się i budować silną pozycję zawodową. Doświadczony zespół ekspertów dzieli się rzetelną wiedzą z zakresu biznesu, finansów i pracy, przekładając teorię na praktykę.

Może Cię również zainteresować

Potrzebujesz więcej informacji?